Ciemna strona pomocy

Ktoś po raz kolejny prosi Cię o pomoc, a Ty zgadzasz się z poczuciem wykorzystania. Widzisz skandal z udziałem celebrytów, którzy finansowali zbiórkę na chore dziecko, podczas gdy za całą akcją stał zwykły oszust. Czujesz się oszukany i zniechęcony. Chcesz stać po jasnej stronie mocy, a niestety ktoś wykorzystuje Twoją dobroć do swoich mrocznych celów. Jak bronić się przed negatywnymi skutkami „złej” pomocy?

Jakby nie patrzeć, codziennie jesteśmy bombardowani apelami o pomoc. Mnogość organizacji pozarządowych pozwala nam na wybór oferty wolontariatu odpowiadającej naszym potrzebom i zainteresowaniom. Scrollując Facebooka widzimy co najmniej kilka dziennie gorących próśb o ratunek: dla chorych dzieci, porzuconych zwierząt, zaginionych osób. Już nie wspominając o prośbach, które dobiegają do nas od rodziny, przyjaciół, współpracowników. Chcielibyśmy pomóc, ale czujemy się wypaleni, z czasem zupełnie obojętni na jakiekolwiek apele. Zarzuca nam się egoizm i sami brniemy w ślepy zaułek własnych potrzeb. Aby temu zapobiec, czasem warto wcześniej zastanowić się, czy my właściwie potrafimy pomagać.

„Zła” pomoc

Pomaganie, jak każda ludzka aktywność, wymaga wprawy i przemyślenia. Niektórzy mogą mieć do tego wrodzony talent, tak samo jak do śpiewania, czy rysowania, inni zaś, muszą włożyć więcej wysiłku, żeby się tego nauczyć. Ale nawet jeśli, ktoś jest utalentowany w udzielaniu pomocy, należy pamiętać, że wciąż trzeba dużo ćwiczyć, aby dojść w tym do perfekcji.

Bądźmy szczerzy – pomaganie może być złe. Dobre chęci i czyste intencje nie wystarczą, aby nas uchronić przed negatywnymi konsekwencjami nieprzemyślanej pomocy. Działając na oślep, pod wpływem uczuć możemy wyrządzić szkodę sobie, jak i innym ludziom. Po zaliczeniu kilku większych potknięć, możemy z czasem zupełnie się zniechęcić do pomagania i powiększyć grono ludzi skoncentrowanych tylko na sobie. Dla osoby wrażliwej na biedę innych jest to straszliwy scenariusz, dlatego warto zapobiegać i pracować nad swoim stylem pomagania.

Toksyczna zależność

Główny problem z pomaganiem jest taki, że z założenia przyjmujemy je jako coś dobrego, pozytywnego. Nie przyjmujemy do myśli scenariusza, w którym pomoc jest zła. To pozwala nam na usprawiedliwianie toksycznych postaw, jakie ujawniają się często przy udzielaniu pomocy.

W przypadku osoby pomagającej, taką toksyczną postawą jest na przykład:

  • przeświadczenie o tym, że tylko ja potrafię pomóc (poczucie bycia osobą niezastąpioną),
  • chęć poświęcenia się niezależnie od okoliczności,
  • chęć dawania ponad miarę (wychodzenia poza oczekiwania potrzebującego),
  • nieumiejętność odmawiania i określania granic.

Z kolei osoba potrzebująca jest toksyczna wtedy, gdy podchodzi do pomocy w sposób roszczeniowy. Spotkanie dwóch takich osób prowadzi do katastrofy: pomagający wyniszcza się, aby zadowolić korzystającego. Czasem już przy pierwszym kontakcie może dojść do negatywnego uzależnienia. Udzielający pomocy chce dać coś ponad miarę, ponad żądanie potrzebującego, kierując się albo szlachetnymi intencjami, albo zwykłą ambicją. Widząc to, korzystający z pomocy wysuwa dalsze żądania. W ten sposób koło samo się napędza, jednak problemy osoby potrzebującej wcale się nie rozwiązują.

Śledztwo w sprawie pomocy

Widzę bezdomnego i jest mi go żal, więc rzucam mu pieniądz i idę dalej. Czuję jakby ktoś zdjął ze mnie ciężar, a jednak coś nadal jest nie w porządku…

Znacie to uczucie? Ja znam je doskonale i wiem, dlaczego się pojawia. Po prostu pomoc, której udzieliłam była pójściem na łatwiznę.

Brak gorliwości w pomaganiu niestety jest częstszą chorobą niż toksyczna zależność, o której wspominałam wyżej i znacznie trudniej sobie z nią poradzić. Zawsze znajdzie się wytłumaczenie, dlaczego komuś nie pomogłam, albo zrobiłam to w zbyt uproszczony sposób.

Żeby było jasne: nie mam nic przeciwko rzucaniu pieniędzy bezdomnym. Wsparcie materialne ostatnio często jest przedstawiane jako „pójście na łatwiznę” lub „zła” pomoc. Jeżeli zrobimy to w sposób przemyślany, może się okazać, że nawet wrzucenie kilku złotych bezdomnemu może zmienić jego życie.

Co zrobić, aby uniknąć udzielania pomocy „po łebkach”?

  • należy pogodzić się z tym, że sami nie jesteśmy zmienić świata i usunąć wszelkiej biedy,
  • należy określić swoje możliwości i odpowiedzieć sobie na pytanie: co właściwie jestem w stanie zrobić dla innych?
  • warto się zastanowić, czy nie znaleźć swojej „specjalizacji” w pomaganiu (czy będą to dzieci? starsi samotni ludzie? bezdomni?)
  • wybrać formę pomagania, która mi odpowiada: wsparcie finansowe dla potrzebujących lub dla programów, które pomagają w sposób systemowy, wolontariat, bądź bezpośrednie zaangażowanie się w pomoc bez udziału organizacji.

Jeżeli znalazłeś grupę docelową i formę pomagania, w którą się zaangażujesz, zastanów się, jakie działania przyniosą najlepszy skutek. Może się okazać, że osobie, której wcześniej chciałeś pomóc materialnie, przyda się bardziej oferta pracy. Udzielanie pomocy czasem przypomina śledztwo: należy badać, pytać i dociekać, szukać źródła problemu, aby znaleźć najlepsze rozwiązanie.

Łagodny gołąb, chytry wąż

Jezus mówił do swoich uczniów, żeby byli łagodni jak gołębie i chytrzy jak węże. I choć słowa te padły w innym kontekście, w moim odczuciu, są one na tyle uniwersalne, że jak najbardziej można je zastosować jako wskazówkę dla osób udzielających pomocy. Ubierając to inaczej w słowa: pomagając innym powinniśmy się kierować zarówno sercem, które jest wrażliwe na biedę oraz rozumem, który podsuwa nam rozwiązania problemów.

Zanim podejmiemy się pomocy, musimy sami zbadać swoje serce: jaki typ osobowości reprezentujemy, co nami kieruje, gdy chcemy pomóc? Być może chodzi o jakiś wewnętrzny przymus, poczucie obowiązku, satysfakcja płynąca z udzielonej pomocy.

Kiedyś przeczytałam, że jeżeli chcemy pomagać dla poczucia satysfakcji to świadczy o naszym braku bezinteresowności i samolubstwie. Ten rodzaj intencji pomocy został z góry zdezawuowany i uznany za nieprawidłowy. Taki pogląd stoi w zupełnej sprzeczności z radosnym dawaniem, o którym mówi św. Paweł w swoich listach.

Jeżeli komuś pomagamy, czujemy radość. Całe szczęście, że Bóg tak nas skonstruował, że gdy siebie dajemy, wówczas sami otrzymujemy coś w zamian: radość, satysfakcję, czy też umiejętności, przyjaciół. Gdyby było inaczej, wszyscy bylibyśmy godnymi pożałowania egoistami, ponieważ nikt nie odważyłby się na dawanie siebie. Z takiego punktu widzenia, nie istnieje coś takiego jak stuprocentowa bezinteresowna pomoc.

W przypadku, gdy naszą intencją jest zwykła potrzeba pomagania, która wypływa z serca warto być ostrożnym, aby nie działać na oślep. Kierując się instynktowną potrzebą, łatwo zatracić w sobie racjonalne podejście, które warunkuje skuteczną pomoc. Rozum pozwala nam korygować te odruchy, które, choć naturalne, mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Pomagając warto być ostrożnym, wobec siebie i innych oraz kierować się racjonalnością, czyli poszukiwać najlepszych rozwiązań. Czasem może się to wiązać nawet z rezygnacją z pomagania konkretnej osobie. Należy jednak pamiętać, że odmowa wsparcia  może być dla potrzebującego impulsem do działania. A to już jest jakaś forma pomocy.

 

 

2 komentarze

  1. Ppp

    Bronić się przed negatywnymi skutkami „złej” pomocy można bardzo prosto, choć wymaga to pewnej twardości, zwłaszcza na początku.
    Jeśli jedna i ta sama osoba często nas o coś prosi, a jest to dla nas uciążliwe, można zastosować metodę “do trzech razy sztuka”:
    RAZ – pomagamy.
    DWA – Pomagamy, ale przypominamy, że to już drógi raz w krótkim czasie.
    TRZY – Odmawiamy, przypominając, że już dwa razy pomogliśmy, więc czas się nauczyć radzić sobie samemu, albo pomęczyć kogoś innego.
    Tę metodę warto też stosować zbiorowo – odmawiając pomocy mniej więcej co trzeci raz. Otoczenie nauczy się, że nie może się uzależniać tylko od nas, bo też możemy nie być w stanie pomagać. Poza tym “bycie na każde skinienie” powoduje, że ludzie tracą do nas szacunek.
    Pozdrawiam.

    • mikrokatolik

      Oczywiście, zgodzę się z Tobą 🙂 Myślę, że jest to prawidłowa metoda, ponieważ uczy odpowiedzialności potrzebującego za swoje problemy, a jednocześnie pozwala dbać o potrzeby pomagającego. Myślę jednak, że w życiu jej stosowanie może nie okazać się takie proste i może napotkać komplikacje, zwłaszcza jeśli napotkamy na swojej drodze potrzebującego, który nie rokuje na uzyskanie samodzielności w najbliższym czasie 😉
      Ja bym do tej metody dodała jeszcze kilka usprawnień. Jeżeli chcemy pomóc w taki sposób, aby dana osoba osiągnęła w miarę szybko samodzielność, udzielając jej pomocy możemy jej jednocześnie wskazać w jaki sposób sobie radzić samemu. Tutaj będzie konieczne zbadanie danej osoby: być może okaże się, że trzeba jej wskazać jakąś instytucję, w której może uzyskać bardziej fachową pomoc, a może trzeba jej uświadomić jej możliwości i zasoby (talenty, zdolności), dzięki którym poradzi sobie później sama. Zatem oprócz takiej „suchej” pomocy, myślę, że przydałoby się również uświadamianie potrzebującego, że w granicach jego możliwości istnieje rozwiązanie (choćby częściowe) jego problemów, tylko musi on się dowiedzieć, jak do tego podejść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *